piątek, 10 lutego 2017

L'Oreal mascara Volume Million Lashes So Couture unexpected hero


najlepszy wydłużający tusz do rzęs, tusz 2017

Lubię miłe rozczarowania. Zwłaszcza, że nie lubię oryginalnej pierwotnej wersji tego tuszu, którego z resztą obsmarowałam kiedyś niepozostawiając suchej nitki. Na tusz L'Oreal Volume Million Lashes So Couture skusił mnie pewien film na You Tube, gdzie widziałam go w akcji i pomyślałam, że może się nauczyli czegoś od tamtej pory :) No więc donoszę, że się nauczyli robić tusze :D hehe... nie no nie dajmy się zwariować, tylko ten konkretny ulepszyli. Opakowanie kolorystycznie nie trafia w mój gust, ale wszystko jedno i tak leży w czeluściach kosmetyczki. Szczoteczka jest gumowa, z krótkimi włoskami/wypustkami, które kończą się stopniowo przy główce szczoteczki. Nawet sprytnie to rozwiązali, nie brudzi się tak kącik oka gdy chcemy dotrzeć do najmniejszych włosków, ale moim zdaniem szczoteczka trochę przypomina główkę Lancome Volume-a-Porter KLIK (bardzo dobry tusz tak w ogóle). Testowałam obydwa. I wiecie co? Nie widzę różnicy. Ba! Z dwóch wybrałabym L'Oreal. 
Myślę, że główna tajemnica nie tkwi w samej konstrukcji szczoteczki - bez wątpienia oczywiście jest pomocna - ale konsystencja tuszu od samego początku jest praktycznie idealna. Jest to typ tuszu, z tych bardziej suchych. Tak jakby swoje odleżał i dopiero się nadawał. Z taką różnicą, że jest świeży, używam go już 4 miesiąc i wciąż działa tak samo jak na początku. Na moich rzęsach sprawdza się doskonale. Lekko pogrubia, ale nie skleja. Doskonale rozczesuje i przede wszystkim wydłuża, widocznie. Mój mąż powiedział pierwszy raz w życiu, że wyglądam, jakbym sobie dokleiła sztuczne rzęsy. Możecie sobie wyobrazić, że jaki miałam humor na resztę dnia :D 
Nie kruszy się w ciągu dnia i nie odbija się na górnych powiekach. Dobrze schodzi zmywany płynem micelarnym. Ma piękny, głęboki, czarny kolor. Na internecie można kupić go spokojnie za połowę ceny drogeryjnej (60pln, WTF..) Cóż mogłabym się nad nim jeszcze pozachwycać, ale zostawiam Wam ze zdjęciem i zachęcam do spróbowania, bo myślę, że możecie być zadowolone ;)
 


piątek, 3 lutego 2017

Vichy Deodorant 24 sans Aluminium czyli bubel jakich niewiele




Sztyft antyperspirant Vichy Deodorant 24 wersja bez aluminium to nie jest dobry produkt. Mówię to wprost. Jestem w trakcie misji znalezienia idealnego antyperspirantu bez soli aluminium, więc przez moją łazienkę naprawdę przewala się sporo kandydatów. Tańszych, droższych, i tych średnich. Póki co bez jakiś wielkich odkryć i sukcesów, natomiast przychodzi pewien dzień i nowy produkt, zdaje się renomowanej i nie taniej marki i okazuje się kompletnym niewypałem na tle innych niewypałów. 
Wkurzył mnie. Po prostu. Krótko będzie. Produkt jest bezzapachowym, przeźroczystym zbitym sztyftem, który po zaaplikowaniu delikatnie mówiąc robi się wodnisty. I jest taki bardzo długo. Jak już postanowi osiąść i "wyschnać" co w końcu daje jakiś komfort, to za jakieś 30 min historia się powtarza. Nie, nie nic ekstremalnego ani stresującego nie robię. Ani się nie wysilam, ot po prostu sobie "działa w tle". Ubrania mokre. Nie dlatego, że się zgrzałam, a dlatego, że ten bubel się ..co..skrapla? No przecież to nawet brzmi niedorzecznie... Jest beznadziejny. Ochrona zero. Komfort zero. Nie mówiąc, że obniża pewność siebie kiedy jest najbardziej potrzebna. 

Nie polecam, a Vichy nie pozdrawiam. 


 

piątek, 27 stycznia 2017

Chanel 01 Powder Brush


jedyny pędzel do pudru którego potrzebujesz, the best powder brush on the market Chanel

Dwa narzędzia, bez których się nie obejdę. Ktoś pomyśli, że tylko tyle i jak to wogole możliwe, niektórzy dostaną mini ataku serca, a może znajdzie się ktoś taki co przybije mi piątkę :). Dla mnie to wystarczy, żeby z powrotem wyglądać jak człowiek. Czyli absolutne minimum. Jestem dosyć świeżym konwertem na jajko gąbkę Beauty Blender. Odrębnej recenzji na jej temat nie przewiduję, bo czy jest w ogóle sens skoro sieć w ciągu kilku sekund wypluwa tysiące artykułów i pozytywnych recenzji na jej temat. Poza tym I am late to the party, więc cóż nowego mogłabym dorzucić. Mogę jedynie podpisać się pod tymi wszystkimi pozytywnymi recenzjami. W moim odczuciu gąbka zdetronizowała wszystkie pędzle do nakładania podkładów, łącznie z palcami. Z najbardziej badziewiastego podkładu uczyni porządną i nienaganna taflę na skórze, która wygląda po prostu naturalnie. Jak skóra. Długo się opierałam, ale nawróciłam się i nie szukam ani nie wracam do niczego innego. To już postanowione. Tak więc: canvas=Beauty Blender.
Drugie narzędzie - pędzel do pudru Chanel. Dokładna nazwa to Chanel 01 Powder Brush. Jest porządny, miękki i dość zbity. Ma grubą drewnianą solidną rączkę i srebrne okucie. Bardzo elegancko się prezentuje. Nie kupiłam go jednak pod puder. Zrezygnowałam z nich już jakiś czas temu. Kupiłam go pod brązer / pudry brązujące. I nadaje się do tego idealnie. Jest zbity, ale na tyle elastyczny, że nie stworzy wielkiej brudnej plamy na budzi. Doskonale rozciera produkt, robi co mu każe, nie dyktuje mi swoich widzimisie, potrafi w moim odczuciu stworzyć miękką "blaknącą" pryzmę, która nie krzyczy konturowaniem i sztywnymi wytycznymi. W połączeniu z matowym brązerem, obecnie używam z uporem maniaka Burberry Earthy blush KLIK, jest połączeniem idealnym.
Dodam jednak, że mimo, że włosie pędzla jest miękkie i delikatne, myślę, że na rynku znajdziemy jeszcze coś bardziej miękkiego. Ale ja takich nie szukam. Miałam kiedyś pędzel z wiewiórki bodajże i niestety nie potrafiłam się z nim zaprzyjaźnić. Był tak miękki ze przyprawiał mnie o natychmiastową drzemkę, ale nie potrafiłam z nim pracować, ślizgał się wręcz po twarzy, nie malował jak chciałam. 

Mi to wystarcza. A Co Wam wystarcza ?




wtorek, 17 stycznia 2017

The Ordinary Hyaluronic Acid 2% + B5 serum nawilżające


doskonale nawilżona skóra, dla skóry odwodnionej

The Ordinary Hyaluronic Acid 2% + B5 serum nawilżające KLIK to jeden z elementów marki The Ordinary, która zawirowała ostatnio w sieci. Jak powszechnie wiadomo KH może pomieścić do 1000 razy swojej masy w wodzie, co czyni go jednym z najbardziej popularnych składników dla skóry odwonionej. Powyższy produkt zawiera nową generację KH o stężeniu 2% bezolejowym. Formuła dodatkowo wzmocniona jest witaminą B5, która pomaga stworzyć bardziej wilgotne środowisko na powierzchni skóry. Produkt 30ml zamknięty w białej szklanej fiolce z wygodną pipetką. Ogólny efekt estetyczny na plus, mimo, że przypomina bardziej jak coś, co można znaleźć w szpitalu. 



Konsystencja jest przeźroczysta, gęsta i początkowo nieco lepka, żelowa. Nałożony na twarz zaraz po jej oczyszczeniu wsiąka w skórę praktycznie od razu. Nie pozostaje na powierzchni nić lepkiego, skóra jest gładka i oczywiście, nie ma mowy o żadnej tłustości. Rzadko jednak pozostawiam go samemu sobie, bo niemalże natychmiast dokładam do niego krem nawilżający, aby jak najwięcej skorzystać z jego wiążących właściwości. I to mi się sprawdza doskonale. Skóra jest nawilżona, ale nie czuję, jakby była obciążona jakąś dodatkową funkcją do wykonania. To co do mnie przemawia jako dodatkowy plus to brak efektu ściągnięcia skóry, który np. fundował mi Hydraluron. Tym samym wygrywa już w pierwszej bitwie, która jest dla mnie znacząca i w tym momencie decydująca, o tym, że Hydraluron ponownie w mojej łazience nie zagości. A dwa? KH z The Ordinary kosztuje 6 funtów, KH z Hydraluronu ok 25 funtów. Produkt praktycznie ten sam. 
Jest to moja druga buteleczka, którą używam więc postanowiłam, że czas na jakieś przemyślenia. Cieszę się, że pierwszy krok jaki uczyniłam w stronę tej firmy to właśnie ten kosmetyk. Jest prosty i wykonuje swoje zadanie bez zbędnych ceregieli. 
Czy jest w nim coś odkrywczego czego nie ma w innych produktach tego typu? Prawdopodobnie nie. Nie jest to czysty kwas hialuronowy, a jedynie sól sodowa kwasu hialuronowego, który nie jest aż tak efektywny jak sam czysty kwas. Ale ten z kolei, nie kosztuje już 6 funtów, ani się tak szybko nie wchłania. Na rynku jest wiele produktów zawierających ten cenny składnik, ale nie każdy jest sobie równy jako, że KH występuje w wielu "rozmiarach", a także cała otoczka w której pływa nie zawsze będzie kompatybilna z naszą skórą.



My point is, kwas hialuronowy marki The Ordinary jest jednym z najlepszych z jakim miałam do czynienia, mimo, że rynek wcale nie jest ubogi w te produkty. 
Polecam oprócz tego zapoznać się z całą gamą produktów tej firmy, bo na pewno znajdziecie coś dla siebie. 


środa, 11 stycznia 2017

Winter lip saviors - Lanolips + Clarins


O tej porze roku moje usta przeżywają havoc. Nie dość, że z natury nieustanny wiór, to obecne mrozy dają im popalić. Żadne tam pomadki Nivea czy Neutrogena nie dają rady. Z pomocą i swoimi magicznie gojącymi i kojącymi właściwościami przybieżeli: Lanolips 101 Ointment Multi Balm  TUTAJ o smaku truskawkowym oraz stary ulubieniec Clarins Instant Natural Lip Perfector w kolorze 07 Pink Toffee. Połączenie tych dwóch światów daje kombinację idealną: chroni, pielęgnuje i dodaje nutki glam :) 
Oryginalna recenzja sprzed potopu o Clarins do znalezienia TUTAJ, niestety serwery padły i zdjęcia poszły w kosmos, ale treści są jak najbardziej aktualne, i jak widać kupiłam jednak go ponownie i nie żałuję. Tym bardziej, że pojawili się z nowymi kolorami wśród których znalazłam ten mój.
Dzisiaj chciałabym skupić się jednak przez moment na doskonałym produkcie jakim jest Lanolips. Pomysł na zakup podsunęła mi pewna Czarodziejka, i chwała jej za to. Lanolips to bardzo gęsty produkt o konsystencji maści. Ma naturalną formułę, która ma za zadanie naśladować swoiste oleje naszej skóry. Jest wolna od sztucznych barwników, zapachów, parabenów, parafiny, PEGów, oleju mineralnego oraz siarczanów. Zawiera w sobie przede wszystkim lanolinę i witaminę E, która jest nie zbędna do procesu odnowy i gojenia oraz nawilżenia. Zaaplikowany na usta pod wpływem ich ciepła ładnie lekko wtapia się w nie i niezauważalnie tam koczuje po czym wchłania się całkowicie. Ze względu na swoją bardzo bogatą i nieco tłustą konsystencję mam tendencję aby używać go nocną porą, ale na dzień cienka warstwa plus delikatne muśnięcie Clarinsa dają mi wygląd zdrowych ust bez obaw, że za moment będą spierzchnięte. 



Oprócz tego, że można ją stosować na usta, dobrze sprawdzi się na inne wysuszone miejsca, np. suche skórki, pięty, łokcie, zacięcia kartką, lekkie oparzenia, ukąszenia owadów itp. 
Dodatkowym testem było dla niej moje przyziębienie, a co za tym idzie - katar, i otarte płatki nosa i jego okolic. Trzy razy dziennie smarowałam te miejsca Lanolips i mimo, że katar utrzymywał się ponad tydzień to po 3 dniach skóra była praktycznie jak nowa, nie była zaróżowiona i drażliwa. Poza tym jest wg producenta baby-friendly więc jak dla mnie to kolejny plus. 



sobota, 31 grudnia 2016

Here's to us

 
pinterest.com


Dziękuję wszystkim za cały rok wspólnych spotkań, wymiany myśli i miłych słów.
Życzę Nam wszystkim w Nowym Roku zdrowia i spełniania kolejnych marzeń, bo to one min. sprawiają, że życie jest fascynujące. Ale z dobrą szminką pamiętajcie :D


Be kind to one another. 
Eph, 4:32



niedziela, 18 grudnia 2016

OUAI Hair oil olejek - serum do włosów

ouai hair oil serum do włosów jen atkin kardashians hair

Bez bicia przyznaję, że to co zainteresowało mnie na początku i najbardziej to estetyczne opakowanie. No i pompka. A później się dowiedziałam kim jest Jen Atkin. Nie to, żeby mnie to specjalnie absorbowało, czyje głowy czesze, ale nie oszukujmy się, Kardashians mają zawsze nienaganne fryzury. No więc hop. Mowa o firmie stworzonej przez fryzjerkę celebrytów Jen Atkin OUAI (czyt: łej) i jeden z jej produktów to Ouai Hair Oil TUTAJ czyli serum olejek do włosów. Można go nakładać na suche jak i mokre włosy. Gigantyczny skład znajdziecie poniżej. Czy to konieczne? Twórczyni twierdzi, że jest pro natural więc pozostaje mi wybuchnąć śmiechem jak na to patrzę... Anywho. Przejdźmy do konkretów. Opakowanie z twardego plastiku z pompką mieści 50 ml produktu. Napisy na opakowaniu to nie nalepka tylko wtłoczenie więc się nie ściera i na pewno znajdę na nie zastosowanie jak tylko kosmetyk się skończy :))
 
serum do włosów od jen atkin kim kardashian khloe kardashian

Olejek stosowałam na różne sposoby: na mokre włosy przy rozczesywaniu - ułatwia tę czynność, bardzo dobrze się zachowuje podczas suszenia w pracy ze szczotką, na sucho jako wykończenie, wygładzenie i nabłyszczenie. Najczęściej jednak stosuję go na mokro, bo w ten sposób widzę największe efekty. Włosy po pierwsze nie są spuszone, są gładkie i lekko dociążone, ale nie obciążone. Wiedzą co ten szyfr oznacza tylko osoby, które mają cienkie, lecz puszące się włosy. Co więcej, serum samo w sobie nie jest tłuste, nie pozostawia na rękach tej nie przyjemnej warstwy, lekki poślizg, silikon wiadomo, ale nie jest to coś, do czego jestem przyzwyczajona. Ręce oczywiście i tak trzeba umyć. Także olejek na cienkie włosy ma zielone światło. Nabłyszczenia specjalnego nie zauważyłam, ale nie mogę też powiedzieć, że w tym departamencie nic nie robi. 
Jednak jest coś, co sprawia, że nie zakochałam się w tym produkcie. Dla mnie minusem jest zapach - czysty jaśmin. Kojarzy mi się z babciami, które chodziły na "zmianki" w majówki wieczorową porą i śpiewały na ławeczce kiedy byłam mała. Jest to zapach sztuczny i mnie osobiście drażniący. Dla fanów jaśminu jak znalazł. Drugi minus to niestety moja ulubiona pompka. Jedna aplikacja wyrzuca ogromną ilość produktu, na tyle, że od razu widać jak obniża się linia w butelce. No co za bezsens. Dość trudno jest zaaplikować pół pompki, niestety mam wrażenie, że chyba specjalnie jest to zrobione w ten sposób. Szybko więc dopiłam do połowy opakowania. 
Sam produkt polecam i myślę, że jeśli jesteście w stanie przebrnąć, ba, zaprzyjaźnić się z zapachem tego kosmetyku to będzie to interesujący nowy nabytek. Na dłuższą metę efektów długo planowych nie widać, ale Pani Atkin chyba nawet nie twierdzi, że mają być.

wtorek, 13 grudnia 2016

Pre Christmas Haul



Bardzo mini zakupy w zasadzie ostatnich czasów. Wiadomo, święta idą więc zacieram ręcę jak co roku hehe Trakuję to jak uzupełnienie podstawowych punktów niż jakieś bardziej ekscytujące łupy. Ale i tak wszystko cieszy :)) Alpha-h Liquid Gold TUTAJ- stały bywalec, easy. Następnie nowy krem nawilżający od Murad Hydro Dynamic Quenching Essence - jestem już po kilkunastu użyciach i jest bardzo zadowolona z pierwszych wrażeń. Suchy szampon Klorane TUTAJ z wyciągiem w owsu- wybór był oczywisty odkąd wspomniała o nim Rosie Huntington-Whiteley, I am such a copy cat... lol
 



Podopharm krem do stóp z lipidami TUTAJto produkt typowo zainspirowany Asią aka Mrs. Hexx. Chwaliła i chwaliła no nie było innego wyjścia, zdradziłam swój ulubiony Gehwohl więc zobaczymy co to za cudak. Dwie ostatnie pozycje to lakier OPI Tiramisu for Two - kiedyś na blogu pokazałam wersję hybrydową tego koloru TUTAJ . Nie mniej jednak jest to piękny nudny kolor beżo różu. I'm lovin' it. Składając zamówienie na krem do stóp wrzuciłam peeling do ciała Bielenda Cukrowy peeling do ciała z olejkiem grejfrutowym, piękny wielki słoik scrubu niestety po dwóch zastosowaniach zasmuca mnie coraz bardziej. Ale o tym innym razem.  Kilka rzeczy kupiłam w międzyczasie i pojawią się już jako gotowe recenzje.

Flickr Images