niedziela, 2 października 2016

The Mooncup


W poniższym poście prawdopodobnie rzeczy będą nazywane po imieniu, a także jak mówił niegdyś nasz wspaniały rodak „nic co ludzkie nie jest mi obce”. Jeśli nie akceptujesz tego to nie czytaj i nie zostawiaj komentarzy „ o fu”. Aha, i odłóż jedzenie. Tak na wszelki wypadek.
Zostałeś ostrzeżony.

Długo rozważałam czy umieścić ten post, ze względu na swój osobliwy charakter. Pisałam, owijałam w bawełnę, zmieniałam 5 razy słowa, aż pewnego dnia pomyślałam, że nie znalazłam w sieci zadowalającej mnie recenzji, która powiedziała by mi po ludzku, czego się spodziewać. Postanowiłam więc, że napiszę wprost.
Mooncup, bo o tym mowa, to kubek mensturacyjny aka wynalazek XXI wieku.
Zacznijmy może od tła.
Nie znoszę z szewską pasją tej wymyślonej przypadłości, którą zarezerwowano tylko dla kobiet – menstruacja – (serio, zapytam się kiedyś Św. Piotra – Why, Peter, why? ). I nie dlatego, że źle to znoszę i trwa to w moim przypadku dłużej niż przeciętnie, ale z powodu nastroju, który zawsze mi przy tym towarzyszy. Dlatego całe życie kombinuje. Jak koń pod górę.  Bo tak się zawsze czuje. No więc „przyjeżdżają malarze”…
Tampony – tak, na ostatnie dwa dni, bo nie sprawdzają się na początku. A więc zostają podpaski. Taaa…… wszystkie to znamy. Czuje się jak bobas z pieluchą, tylko, że muszę uważać i mam omamy, że wszyscy ją widzą i słyszą  i zaraz wszystko ucieknie z niej… :) No więc jak zobaczyłam artykuł o kubkach, stworzonych przez kobietę dla kobiet, to zastępy aniołów zaśpiewały. Przewertowałam wszystkie recenzje i artykuły, które Google mi wyrzuciło, jeszcze wtedy nie było tego dużo, ale dołączyłam do drużyny.
Kubek dostępny jest w dwóch rozmiarach A i B – w zależności czy jesteś przed 30 rokiem życia czy po i czy rodziłaś już czy nie.
Ja kupiłam swój 2lata temu rozmiar B tj. przed 30 rokiem (jeszcze wtedy) i nie rodząca, bo ten egzemplarz jest mniejszy od drugiego tj. ma mniejszą średnicę. Mniejszy rozmiar, mówili…. Otworzyłam opakowanie i pierwsze co pomyślałam brzmiało mniej więcej „co do ….” To wcale nie jest małe ! to jaki jest ten większy rozmiar … Trochę się przestraszyłam, ale cóż, już i tak był mój.
   

Wykonany jest z bezbarwnego silikonu medycznego (nietoksyczny, bezzapachowy), tzn. wygląda na zdjęciu jak coś plastikowego lub twardego, ale zapewniam Was, że jest faktycznie jest to bardzo miękki silikon, który wygina się na wszystkie strony, jest po prostu plastyczny, aby mógł się dopasować do szyjki macicy. Producent zapewnia, że się nie odbarwia. Bzdura. Mój egzemplarz delikatnie z czasem się odbarwił, mimo dokładnej i systematycznej pielęgnacji. Nie wygląda źle, ale po co takie zapewnienia ?
Let the fun part begin.
Na brzegach jest grubszy okrągły rant z malutkimi równo rozłożonymi dziurkami. Te otworki nigdy nie przyczynią się do przeciekania, są one po to, aby kubek w szyjce utrzymywał się na raz zajętym miejscu. Kubek nigdy nam nie wypadnie ponieważ właśnie te otworki małe sprawiają że przechodzi przez nie mała ilość powietrza potrzebna do zassania się kubka do ścianek szyjki (nie, to nie boli),  wiec wytworzy nam się próżnia. Kubek nam nie wypadnie z innego względu również - najzwyczajniej w świecie trzymają go mięśnie szyjki macicy (których nie czujemy i być może o nich nawet nie wiemy). W sieci znajdziemy historie o przeciekaniu – przeciekanie to tylko wina złej aplikacji lub nie prawidłowego zassania np. pod lekkim kątem, co sprawia, że może się lekko odessać.
Na opakowaniu jest w zasadzie dokładna instrukcja zwijania/układania kubeczka, ponieważ nie zakłada się go w jego stanie spoczynku.
Dokładnego opisu zwijania nie będę opisywać bo to trudne, a dokładnie mówi i demonstruje BabyHudson na YouTube.
Zakładanie wymaga wprawy. Dużo wprawy i cierpliwości. Zdejmowanie, niestety jest sztuką, której mimo upływu czasu nie zdołałam opanować do akceptowalnego stopnia niewygody.
Zdejmowanie cholernie boli. Słabo to przemyśleli – zakładasz zwinięty, a więc stracił połowę jak nie więcej swojej objętości, ale przecież za skarby tego świata nie wyjmiesz tego w ten sam sposób. Nie jest możliwym zwiniecie kubka do tej samej pozycji, ponieważ jest on już przyssany do ścianek (aby „zwolnic blokadę” należy ścisnąć go u podstawy), a inna sprawa to taka, że on już nie jest pusty.
Instrukcja i porady wyjmowania niestety działają na zasadzie łatwiej powiedzieć niż zrobić. Być może wynika to z mojej własnej budowy i cóż, małego światła szyjki macicy, ale to zdecydowanie nie powinno być aż takie trudne. Kubek na końcu ma wypustkę, którą przycina się zgodnie z upodobaniem/wygodą/budową. Nie można go obciąć całkowicie bo zdjęcie kubka będzie jeszcze bardziej trudne. Za tę wypustkę delikatnie się ciągnie aby obniżyć położenie kubka i ostatecznie usunąć go. Jest to brudna robota. A czasami trzeba było sprzątnąć podłogę. Tak jak mówię, wprawa, wprawa, wprawa, cierpliwość i jeszcze więcej cierpliwości. Mnie osobiście tak bolało zdejmowanie kubka, że na 3 miesiące rzuciłam go w kąt. Później ponownie wróciłam i robiłam przerwy.
  

Raz dobrze założony sprawia, że zapominasz, że istnieje okres. Dla osób takich jak ja, jest to coś niesamowitego. Nie czujesz go, nie musisz go zmieniać, wystarczy raz na 8-10 godzin. Nie ma żadnych zapachów, bo nie dostaje się tam powietrze. Chodzisz, skaczesz, kucasz, schylasz się, idziesz pobiegać, robisz wszystko. I to jest nagroda dla mnie, za te wszystkie nie przyjemności.
Dzisiaj, po latach używania i po jednym porodzie drogami natury, nadal mam problemy z instalacją tego naczynka. Być może robię coś źle, być może jestem za mało cierpliwa do tego. Kubeczki menstruacyjne skupiają wiele zwolenników, których znam też osobiście. Nie używam go jednak co miesiąc, raz na jakiś czas w ramach większego komfortu, np na wakacjach itp. Trudno jest mi ostatecznie powiedzieć czy go polecam czy nie, ponieważ moje odczucia mogą być bardzo subiektywne w tym temacie. Jak nie spróbujesz to nie będziesz wiedzieć, czy jest to opcja dla Ciebie. 
Cena kubeczka to 99 zł – wydaje się dużo na raz, ale zupełnie jest to nic, ponieważ żywotność Mooncup to od 5 do 8 lat (prosta matematyka, zakładając że innych podkładów nie będziesz już stosować). Od tamtego czasu na rynku pojawiły się inne firmy, które w asortymencie mają kubeczki w różnych kolorach, wzorach i co tylko dusza wymyśli, w alternatywnych, konkurencyjnych cenach. 

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Ktoś z Was używa, a może nie ma zamiaru probować? 
Let's talk!

4 komentarze:

  1. Ustrojstwo nie dla mnie ;) ale pamiętam filmik Baby Jane Hudson (niestety wycofała się z YT i nie ma dostępu do filmików, a szkoda :()
    Za to brawa za tekst, rzeczowe przedstawienie i nazwanie rzeczy po imieniu. Widziałam parę innych artykułów na ten temat i dobrze, że zdecydowałaś się na podzielenie własnymi odczuciami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uff dziękuję z dobre słowo. od czasu do czasu moze sie i sprawdza, ale na co miesiac za duzo mnie to absorbuje...

      Usuń
  2. w ogóle mnie to jakoś nie kręci:) wolę sposoby tradycyjne;)

    OdpowiedzUsuń

All the cool kids leave a comment

Flickr Images